Coś jakby wstępniak...
O mnie
Moja twórczość
Artykuły
Galeria fotek
Download
Linki
Księga gości
Kontakt
    
    

Relacja z Głuchołaz 2010


Nie wiem jak wam, ale mi przed każdym zlotem zawsze towarzyszy dreszczyk emocji, atmosfera podekscytowania. Po wielu tygodniach wyczekiwania wreszcie nadchodzi te kilka upragnionych kilka dni. Perspektywa dobrej zabawy w gronie dawno niewidzianych kumpli nie daje spokoju wręcz tygodniami przed imprezą. W skrócie (fachowo mówiąc) – "syndrom napięcia przedzlotowego" ;). Porzućmy w tym miejscu te rozważania i przejdźmy do głównej części tej opowieści – opowieści pod tytułem "Głuchołazy 2010"

Moja podróż do Głuchołaz zaczęła się już w czwartek. Tego dnia bowiem miałem ostatni dzień praktyk w pewnej firmie w Warszawie (takiej małej i miękkiej). Po skończeniu roboty szybkie pakowanie i autobusem na Centralny, by zdążyć na pociągu do domu, do Częstochowy. Pociąg oczywiście, jak na złość, przyjechał opóźniony o jakieś1,5 h (PKP – Poczekaj, Kiedyś  Przyjedziemy). W domu – tylko się wyspać rozpakować graty przywiezione ze stolicy, spakować następne i w końcu następnego dnia, w piątek w samo południe, razem z tatą ruszyliśmy pokonać ostatnie 150 km do finalnego celu – Zespołu Szkół na Kolonii Kaszubskiej.

Tabliczkę miejscowości z napisem Głuchołazy ujrzałem około godziny 15:00. Trzygodzinna podróż dała się we znaki mojemu żołądkowi, tak więc najpierw skierowaliśmy się ku "Obiadom domowym u Ludwy" (ta knajpka w starym stylu, tuż przed rzeką). Szukając miejsca by zaparkować napotkaliśmy pierwszą niespodziankę – jakiś geniusz wpadł na pomysł by wprowadzić parkomaty w Głuchołazach! Następne niespodzianki nie były już na szczęście takie nieprzyjemne. Gdy wreszcie przekroczyłem próg jadłodajni, w środku zastałem same znajome twarze – thePink z rodziną, Konop i reszta ekipy. Ba, nawet pani, która podawała nam obiad zauważyła weekendowy "najazd" znajomych klientów :). Posilony (w końcu nie można "walczyć" z pustym żołądkiem) ruszyłem wraz z tatą na party-place.

Na miejscu był już całkiem spoty ruch. Tradycyjnie przed big screen-em miejsce ze swym kramem zajmował Pinokio. Obok zaś ujrzałem – aż przecierałem oczy ze zdumienia – Iwonę z wózkiem, a w środku ich mały (5 miesięczny) synek – Szymek (ciekawe, może za kilka lat najmłodszy partyzant przeczyta o sobie w moich wypocinach). Wracając do opisu sali. Patrząc na prawo od Pin-owego kramu stanowiska swe mieli Candle i Electron, u których na własne oczy można było zobaczyć działające VGA w VBXE (magiczne" kwarc i dwa kabelki + nowy rdzeń). Koledzy testowali także prototypową płytkę "Ultimate 1MB". Biedny Candle, specjalnie nie wziął ze sobą na zlot lutownicy, by od niej odpocząć, to Electron mu ją przywiózł. :). Idąc dalej mieliśmy Draco z Trubem, trzon grupy DLT. Draco, znany także jako KMK zaprezentował światu pierwszą (napisaną w tydzień) betę Sparta Commander-a, klonu NC dla SDX, robiącą dobry użytek z trybu 80 kolumnowego VBXE (acz w planach jest też software-owy sterownik dla nieposiadających Videoboard-a, czyli np. mnie). Oprócz tego tenże developer Sparta Dosu-u pokazywał testową wersję COMMAND.COM kolorującą wpisy w katalogu po wydaniu komendy DIR – czad! W tym miejscu należałoby także wspomnieć o pewnym mniej wesołym akcencie. Simius (wieloletni przyjaciel Draco, ciągle aktywny Atarowiec) w dniu wyjazdu na zlot poważnie się rozchorował, Jacku – trzymamy kciuki!

Za członkami DLT rozłożyli się Jacques (pierwszy raz na zlocie) i Voy/SSG, zawzięcie trenujący przed game compo; dalej swój kącik miał MadTeam, a stawkę zamykał Sikor z Mikerem, którzy rozstawili się, dojechawszy w środku nocy. Środkowy rząd za Pinokiem należał do Paskuda ze Sqwardem i ich masy Falconów; Dely pogrywał w swoje ulubione Missile Command, Gorgh kończył swe interko (jedna ręka – piwo, druga na klawiaturze :) ), na końcu zaś Yerzmey ze swym Spectrumowym i nie tylko kącikiem. "Nie tylko", bo Yerz jako dumny posiadacz Falcona (gołego) puszczał na nim filmy (np. Hellboy, czy chyba AvP) – ok. 80 linii(nie pamiętam dokładnie), w każdej 160 punktów w 256 kolorach, obraz płynny, dźwięk na dobrym poziomie. Wystarczyło oddalić się na 2 metry od ekranu i można było całkiem wygodnie oglądać filmy. W odróżnieniu od poprzednich lat, w tym roku znacznie mniej braci przybyło z zagranicy – tylko Bobik, Factor6(w sobotę) i Exin z Niemiec. Raster i reszta czeskiej ekipy wybrała trwający w tym samym czasie niemieckie party; nie mniej jednak cieszy fakt, iż wspomniany Bobik wybrał naszą ferajnę.

Piątkowy wieczór minął w atmosferze ogólno pojętej integracji. Świętowaliśmy 40 urodziny Draco (Sto lat, sto lat!), odbył się turniej w Dynablastera. W środku nocy pojawił się głównodowodzący Atarionline – Kaz. Zaś do późnych godzin nocnych, czy wręcz porannych można było posłuchać AS-a zachwalającego stacje dysków od TOMS-ów…

Sobotni dzień zaczął się dla mnie w południe :). Ledwie zdążyłem na prowadzoną przez organizatora – Ryśka – wycieczkę po mieście. Ku memu zaskoczeniu zebrało się całkiem sporo, bo ok. 25 osób. Ryszard poprowadził nas ku świeżo wyremontowanemu parkowi zdrojowemu następnie przez lasy okalające Górę Parkową, równolegle z biegiem Białej Głuchołaskiej aż do punktu czerpania wody, by w końcu sławetnymi schodami wdrapać się na skarpę, "Pod Grzybkiem" (tak nazywa się punkt widokowy na górze). Wycieczkę rzecz jasna skończyliśmy w znanej i lubianej jadłodajni.

Po powrocie na party-place dowiedziałem się, iż zlot odwiedził Jerzy Sobola, niegdyś znany serwisant z P.Z. Karen (jak się okazało był z żoną, a ona poszła z nami na wycieczkę, ale mam refleks). Postanowiłem na chwilę zajrzeć na IRC’a. Co w tym szczególnego, spytacie? Ano nic, nie licząc maszyny, którą wykorzystałem w tym celu. Było to bowiem ZX Spectrum z kartą WiFi, należące do Factor-a. Troszeczkę technikali – karta została zbudowana w oparciu o gotowy moduł WiFi "Connect One". Moduł zawiera rdzeń ARM-owy, na którym zaimplementowano obsługę stosu TCP/IP, obsługę DNSów, szyfrowania itd., a także kilka protokołów warstwy aplikacji – HTTP, FTP, SMTP, POP3. W tym przypadku rola Spectrum ogranicza się więc do terminala, który musi jedynie zinterpretować i wyświetlić dane. Mała dygresja – chciałbym wreszcie zobaczyć kartę Ethernet-ową na Atari i mam serdecznie w nosie jak będzie zrobiona, tj. czy stos TCP/IUP zaimplementowany będzie na 6502 czy na dodatkowej ATmedze (choć bardziej jestem skłonny ku drugiej opcji, warto zawsze trochę odciążyć atarkę, bo i tak 6502 będzie miał co robić).Tyle, że znając nasza polską mentalność skończy się jedynie na pustych dyskusjach i figa z tego będzie. Koniec dygresji.

W czasie gdy ja – IRCowałem, Radi dyskretnie sfilmował całą salę z lotu ptaka. A właściwie z lotu zdalnie sterowanego (szpiegowskiego ;))helikoptera (film już jest na sieci, patrz AtariArea lub AtariOnline).Spokojną atmosferę rozwiał drewniany głos Pinokia – "Mamy mecz do rozegrania". Mecz piłki nożnej, ale... piłką do rugby :). Wyznaczono dwóch kapitanów – mnie i Nosty-ego. Celem rozróżnienia obu zespołów mój miał grać bez koszulek. Niestety nie było zbyt wielu chętnych do gry – "Golasom" brakowało jednego zawodnika. W końcu znalazł się ochotnik, jednakże nie zgadzał się grać bez T-Shirt-u. Z pozoru patowa sytuacja rozwiązała się w zaskakujący sposób. Kapitan drużyny przeciwnej – Nosty – zrzucił koszulkę; porzucił swój zespół i przeszedł do nas. Ostateczne składy wyglądały następująco (no, prawie):

GolasyUbrani
  • Grzybson
  • Nosty
  • Pin
  • chrzesniak siostry Paskuda
  • Pajero
  • Gzynio
  • Adam Mownu (alias uicr0Beee)
  • (pseudonio tego gracza właśnie nie pamiętam, ktoś pomoże?)

Zasady zredukowano – brak rzutów rożnych, brak spalonych, brak bramkarza; dwie połowy po 10 minut. Sędziował Sikor. Mecz był zawzięty, a piłka do rugby, kopana poruszała się nieprzewidywalnie w losowych kierunkach. Nie przeszkodziło to jednak Nam, "Golasom" wygrać 2 : 1!

Po zakończeniu meczu przyszedł czas na konkurencję indywidualną – tradycyjny rzut dyskiem twardym na odległość. Techniki były przeróżne, kierunki lotu dysku też ("Tylko nie  do wąwozu!"), dane uległy znacznej fragmentacji (od dysku odpadła nawet ramka :) ). Konkurencję wygrał Pajero, deklasując tym samym mistrza sprzed lat – Gzynia.

Sobotni wieczór to oczywiście czas comptów. I tu kolejna niespodzianka- na GFX Compo wystawiono aż 20 prac! Zabrakła nawet kratek na votkach. O samych pracach wiele nie będę się rozpisywał, w końcu każdy może obejrzeć je sam. Interesującym jest fakt, iż w dobie dominacji Graph2Fonta mieliśmy dwie czarno-białe prace w hiresie, w tym jedną aż z Białorusi! Inspirujące. MSX Compo przyniosło kilka ciekawych "samplowanych" kawałków, odgrywanych oczywiście na POKEY-u (a nie jakieś tam Covox-y :P). Jak się potem okazało twórca ich był nikt inny jak Yerzmey, który przygotował również (we współpracy z Mono i Epim) kolekcję zawierającą te utwory, a także wydanie na CD (każda płytka oczywiście z autografem twórcy :) ).Wystawiono również kilka intr i dem (np. oldschool-owe "Anywhere" by BJB) oraz 3 grafiki na ST. Mieliśmy tez dwie prace pozakonkursowe. Jedno demo o żartobliwym tytule "Drac040" na cześć wymienionego w tytule, ze świetnym soundtrackiem w postaci cover-u "Money for nothing" Dire Straits. Druga praca to film nowopowstałej na bazie Shadowsów grupy AtariBDSM, dość mocno pokazujący jakim to zboczeniem jest Zabawa na (w) Atari :). Więcej nic nie powiem, film jest dość specyficzny, trzeba zobaczyć go samemu (tylko dla ludzi o mocnych nerwach!). Po zakończeniu compotów przypadł mi, wraz z Trubem i Electronem, zaszczyt liczenia głosów (mieliśmy 53 votki, więc biorąc pod uwagę ilość prac było co rachować).

Niedziela to jak zwykle dzień rozjazdów. Pierwsze ekipy, jak np. Kaz i spółka uciekli już w środku nocy, inni już za dnia, a co ciekawsze niektórzy – wcale. Okazało się, że nie tylko ja z tatą mieliśmy w planach gościć trochę dłużej w Głuchołazach. Pin z rodziną, Yerzmey, a także McMaster z Eweliną przedłużyli swój pobyt. Tym oto sposobem mieliśmy w schronisku PTSM małe wieczorne afterparty, w postaci kameralnego, aż chciałoby się rzecz rodzinnego, oglądania Hellboy-a II. Rzecz jasna na Falconie :). Jak każdego roku opuszczam party-place z żalem, że to już koniec, tak dzięki powyższemu tak jakoś "delikatnie" udało mi się powrócić do normalnego trybu życia. Przypuszczam, że nie tylko mnie, ale i wszystkim obecnym.

Podsumowując – party było jeszcze bardziej udane niż poprzednio, pogoda dopisała, prac na compotach było od groma, a zaplanowane dodatkowe atrakcje wypaliły. W tym miejscu należą się gratulacje głównemu organizatorowi Ryśkowi, niestrudzonemu wodzirejowi Pinowi, Nosty-emu za game compo, no i najważniejsze – wszystkim przybyłym. Boli mnie tylko jedna rzecz - brak "realtime text". Uważam że to fajna tradycja, którą warto podtrzymać (miło poczytać po latach swoje i cudze wpisy). Mam nadzieję, że za rok sytuacja się poprawi ;).

Przypuszczam, że w tej relacji mogłem pominąć parę faktów (nie mam kronikarskiej pamięci), choć patrząc na ilość zabazgranych przeze mnie kartek (tekst powstał pierwotnie na papierze) zaczynam wątpić, czy ktoś w ogóle dobrnie do końca tego tekstu:). Widocznie zostały mi jeszcze brzydkie nawyki lania wody z czasów L.O. Kończę i nie przynudzam dłużej, do zobaczenia za rok.

grzybson / SSG

<< Wstecz


Komentarze

Kaz (Email), 2010-08-09 19:14:03
Bardzo dobre, wcale nie jest zbyt dlugie. Jako wade moge tylko zarzucic, ze dokladnie punktuje rzeczy ze scena srednio zwiazane (VBXE, programy uzytkowe), a pomija istotne dla sceny (np. powstanie Agendy) ale wspolczesnie tak to juz jest z ta scena, ze schodzi na drugi plan. Bardzo dobry postulat odswiezenia tradycji sceny w postaci realtime txt.

sikor (Email | WWW), 2010-08-09 19:22:16
Tak, realtime by sie przydał. Tylko kto by to zakodował? ;P A, Grzybson, czasu coraz mniej, a regulamin nienaruszony... ;P

grzybson (Email), 2010-08-09 19:27:46
Co do tekstu. Zapisałem tu to co mi utkwiło w pamięci ze zlotu, w sumie to bardziej subiektywny spis wspomnień, niż obiektywna relacja. Ale za to całkiem miło się ją pisało :) Real Time Text'a mogę zakodować ja, chociaż tyle już w assemblerze zrobić umiem :)

pin (Email), 2010-08-18 23:50:50
Grzybson. Z tekstu wynika, że wszystkie samplowe kawałki napisał YerzmYeY. Otóż ten, który zajął ostatnie miejsce był MÓJ! :) Ehhh....

pin (Email), 2010-08-18 23:53:12
Kaz - nie marudź w temacie sceny. Proszę :)

sylwia2006 (Email), 2010-08-29 19:35:33
bardzo dobra relazcja pozdrawiam

Grey / Mystic Bytes (Email | WWW), 2010-12-30 14:07:33
Grzybson, dotrwałem do końca :)

Dodaj komentarz

Autor* 
E-mail* 
WWW 
Treść komentarza*/**
Czy jesteś botem?
 Tak, a to jest spam.
 Nie, jestem człowiekiem, to nie jest spam.
 Nie wiem...
Ile jest 2 razy 7 ?
Podaj wynik:  
 
* - pola obowiązkowe;
** - z treści komentarza usunięte zostaną wszystkie znaki końca wiersza, takze nie ma co ich klepać.

    
    PHP & MySQL solutions, desgin and (almost) everything by Grzybson/SSG, hosted by pigwa.net