Coś jakby wstępniak...
O mnie
Moja twórczość
Artykuły
Galeria fotek
Download
Linki
Księga gości
Kontakt
    
    

relacja z Głuchołaz 2008


Głuchołazy 2008 - tej scenowej imprezy nie mogłem się doczekać już od dłuższego czasu. Był to, bowiem pierwszy zlot, na który postanowiłem wybrać się bez taty. Nie trzeba chyba mówić, że dla wielu partyzantów było to sporym zaskoczeniem, gdyż tata zdążył się już znacząco wpisać w krajobraz sceny :) Na zlot udało mi się dotrzeć dzięki uprzejmości Gzynia, który zaoferował mnie oraz Olegowi (lub, jak to woli, Olkowi) miejsce w swoim wozie. Oprócz nas, w passacie Gzynia miejscówki znaleźli także Sikor i TDC, także towarzystwo miałem doborowe.

Chłopaki pojawili się u mnie około godziny 14. Po rozprostowaniu przez nich kości i wspólnym posileniu się leczem przygotowanym przez moją mamę przystąpiliśmy do pakowania moich gratów, co nie było łatwym zadaniem logistycznym. Wymagało zastosowania bardzo wydajnych i zaawansowanych metod kompresji :) Zanim jednak kontynuowaliśmy dalszą podróż, Gzynio pochwalił się swoimi najświeższymi kolekcjonerskimi nabytkami. Po pierwsze - zajefajnymi zegarkami Fossila z motywami z klasycznych atarowskich gierek - Asteroids i Centipede; po drugie - numerami rejestracyjnymi swojego nowego wozu - "W0 ATARI", (którym nie mógł przyjechać, z uwagi na fakt, iż się popsuł). Dla jasności to W0 oznacza, że to pierwsza taka (i jak na razie chyba jedyna) rejestracja w województwie mazowieckim! Trasa Częstochowa Głuchołazy minęła nam (nie licząc paru dziwnych objazdów) w miarę bezproblemowo, a umilały ją rytmy muzyki Marka Bilińskiego oraz bardzo intrygujące i frapujące wykłady dra TDC-a :)

Na party place dojechaliśmy około godziny 18, gdzie powitały nas znajome twarze Vasca i jego małżonki. Czekając na organizatora z kluczami, czas upłynął nam na miłej konwersacji. W tym miejscu należy się kilka słów na temat p-place, gdyż tego roku zlot został przeniesiony z Gimnazjum przy Kraszewskiego do Zespołu Szkół przy ul. Kolonia Kaszubska. Nowe miejsce znajduje się również stosunkowo blisko centrum miasteczka, ale bardziej na uboczu, z dala od blokowisk pełnych ludzi gotowych nasłać na nas w środku nocy policyjną kontrolę. Co nie oznacza, że taka się nie odbyła :) Nadmienić należy także bliską obecność schroniska PTSM, co dla partyzantów z osobami towarzyszącymi płci przeciwnej (i nie tylko) stanowi istotny atut nowej miejscówki. Niestety, do tej beki miodu należy dodać jeszcze dwie łyżeczki dziegciu - zwiększeniu uległa odległość do sławetnej już rzeczki Białej Głuchołaskiej oraz na ternie szkoły zainstalowanych jest całkiem sporo kamer. (Ciekawe czy są już jakieś filmiki na YT ;)) Do naszej dyspozycji oddane były: sala gimnastyczna (wielkością nieustępująca tej z lat poprzednich) oraz sala fizyczna jako sleeping room. Nie mogłem uwierzyć swoim oczom, gdy w holu zobaczyłem rozstawiony stół do ping-ponga, bowiem Sikor (proroczo), gdy jeszcze byliśmy u mnie w mieszkaniu zasugerował zabranie ze sobą pary paletek i piłeczki :) Po rozpakowaniu sprzętu organizator podwiózł nas swoim nową limuzyną (czy raczej rakietą - czwarty bieg, 4000rpm i diabeł w auto wstępował) do pobliskiego sklepu celem zaopatrzenia się w niezbędne do przeżycia produkty żywnościowe i płyny... ;) Party powoli rozkręcało się, atmosfera rozluźniała się :). Z Tdc rozegraliśmy parę setów w ping-ponga, przeplatanym wciągającym wykładem nt. sieci neuronowych, zahaczając przy tym o sztuczną inteligencję, psychologię, politykę. Gdy skończyliśmy grać, w nasze ślady poszli Vasco z małżonką. Dla nich jednak zwykła rozgrywka była zbyt nudna, więc, aby podkręcić atmosferę postanowili zagrać na pieniądze :) Najpierw o 100 złotych. No i Vasco przegrał tę stówę. Nie zrażał się jednak i podbił stawkę do dwustu (na zasadzie - "teraz na pewno wygram i wyjdę na plus"). Tym razem... też wygrała jego żona. Jednak nasz geniusz strategii nie poddał się - stawka skoczyła do 500 PLN. Wyniku chyba nie muszę podawać... :) Stół pingpongowy stał się dla Vasca tym, czym dla napoleona Waterloo :) A żona Vasca zaczęła coraz bardziej lubić zloty :) Sielankę tego wieczoru zakłóciła wizyta dwóch niespodziewanych gości... z Komendy Policji w Głuchołazach :) Okazało się, że pani dyrektor zapomniała wyłączyć system alarmowy w szkole. Nasza gra w ping-ponga spowodowała wzbudzenie alarmu, gdzieś w Opolu zapaliła się czerwona lampka, że coś się dzieje na terenie szkoły i wysłano do nas patrol :) Tak więc spełniła się przepowiednia nosty-ego z forum, że (przeze mnie) nie będzie spokojnie na tym party. Z tego, co mi wiadomo, była to jedyna wizyta mundurowych podczas całego zlotu, co chyba należy uznać za zaletę nowego miejsca.

Obudziła mnie w piątek rano (w sumie to już robiło się południe) wizyta w naszym sleeping-roomie Tdc-a z informacją o przecenieniu noclegu w schronisku PTSM na 14 PLN za noc. Po chwili wpadła i kierowniczka schroniska porobić trochę marketingu. Zachęcony ceną, wraz z Nietoperkiem poszliśmy obejrzeć sobie, co tam mają w tym schronisku. No i cóż, nielimitowany dostęp do prysznica, o niebo lepszy niż na p-place sanitariatów i możliwość upchnięcia czegoś do lodówki zrobiły swoje :) I tak ja i Ptica staliśmy się kolejnymi lokatorami pokoju numer 21 :) Po załatwieniu wszystkich formalności, już w trójkę udaliśmy się tradycyjnie do Baru celem porannego posilania się. Nie byliśmy jedynymi, którzy wpadli na ten pomysł, bowiem na miejscu swoje dania pałaszowali już Draco, Krap i Lewis. Skończywszy posiłek, powróciliśmy na party-place, uzupełniając po drodze zapasy. Tdc zakasał rękawy i zabrał się za kodowanie swego dema, ja zaś postanowiłem rozejrzeć się co kto z sobą przywiózł. Na głównym stanowisku - jak zwykłe artystyczny nieład w stylu Pinokia :). Obok stał Jaguar Ryśka wraz całym pudłem gier na cartach, przywiezionym przez nosty-ego. Nosty wziął ze sobą także Lynxa i kabelek ComLynx i sporą liczbą gier. Nie był to jedyny Lynx na party. Ludziki dość licznie odpowiedzieli na ideę wspólnego zagrania w kilka osób na konsolek. Niestety, pomysł spalił na panewce, bowiem zabrakło gier, w które można zagrać w trybie wieloosobowym. Draconowi__ z nostym udało się pograć jedynie we dwójkę w Xybotsy - ja miałem drugiego carta. Nieopodal swoje stanowisko miał Yerzmey, a na nim - ZX 81 i to z rozszerzeniem pamięci o 16 KB. Szczerze mówiąc wyobrażałem sobie, że ten komputerek jest trochę większy... Uśmiech na twarzy oglądających ten "okaz" budziła pewna karteczka z napisem 'Nie podnoś tego ze stołu'. Otóż połączenie komputera z rozszerzeniem było na tyle niestabilne, iż zbyt gwałtowne poruszenie groziło niemal pewnym resetem ;) Yerzmey prezentował zainteresowanym możliwości tego komputerka, które, zważywszy na jego wnętrzności, są naprawdę imponujące. Na marginesie należy dodać, iż yerzmey rozpoczął wydawanie gazetki poświęconej tej maszynce (taka mała reklama ;)). Nosi ona tytuł "Monochrome", zawiera osiem stron artykułów w języku angielskim, (bo, jak tłumaczy Yerz, w Polsce nie ma sceny ZX-81) i jest oczywiście bezpłatna. Ze swojej strony życzę Yerzmey-owi 100 numerów ;) Poza tym dostępnych było ze dwa STki i sporo ośmiobitowców, w tym dwie perełki: należąca do Gzynia arabska wersja XE, sprzedawaną na tamtejszym rynku pod marką "gwiazda" z podwójnymi literami na klawiaturze i możliwością pisania od prawej do lewej oraz przywieziona bodajże przez Sikora 65XE z zainstalowanym VBXE z działającą pełną emulacją GTIA, ale z poprawionym czerwonym ;) Kto miał ochotę, mógł sprawdzić swoje oko w strzelaniu do celu, gdyż tak jak i rok temu nosty wziął ze sobą także pistolet do XE. Zaś wraz z przybyciem ekipy czeskiej stan ten powiększył się m.in. o kolejnego Jaguara oraz dwa Falcony (jeden bez obudowy... :)) i co ciekawsze - oba z CT60 na pokładzie! Zaobserwować można było także sporo laptopów - jak zauważył Sikor jest ich ze zlotu na zlot coraz więcej. No cóż, w naszym zakątku było ich chyba ze cztery...
Nie zdążyłem zbyt długo zagrzać miejsca na sali, gdy Gzynio dał hasło - "jedziemy do czech na obiad". W składzie Gzynio, Sikor, Oleg, Nosty i ja ruszyliśmy ku naszym południowym sąsiadom, (ale mieliśmy daaaallllllllllleeeeeekoooo ;)). Wraz z Sikorem poprowadziliśmy Gzynia do dobrze nam znanej restauracyjki w miejscowości Pisecna. Budynek lokalu nie wygląda z zewnątrz zbyt okazale, czy zachęcająco. Obawy reszty naszej załogi prysły po otrzymaniu zamówionych potraw - po prostu pyszne czeskie jedzonko w zwykłej lokalnej knajpce. Idealną konkluzja wydają się tu więc być słowa (chyba) nosty-ego - "Jak wy tutaj trafiliście???" ;)
Powróciwszy na polską ziemię :) doszedłem do wniosku, że dobrze byłoby się gdzieś ruszyć. No to udaliśmy się nad Białą Głuchołaską. Część - ja, Oleg, Sikor i Epi z Justyną - na nóżkach, zaś Ptica, Meśka, Nosty i państwo Koala z ich wiernym towarzyszem psem Akimem, (który dostał nawet swój własny identyfikator :)). Woda tego weekendu była pieruńsko zimna, ale co mi tam - pomyślałem - w szkole na basenie też nigdy nie było zbyt ciepło. Poza tym kąpiel w takiej wodzie, czy hydromasaż pod kaskadą jest bardziej orzeźwiająco - trzeźwiąca niż zwykle :) Sielankową atmosferę kąpieli przerwała ulewa - nagle zaczęło mocniej wiać, piorun gdzieś blisko trzasnął parę razy i w końca chmura się oberwała. Co gorsza Ci, którzy przybyli piechotą w taki sam sposób zmuszeni byli wrócić... Na żadnym z nas nie została ani jedna sucha niteczka i (co w tym wszystkim najśmieszniejsze) do szkoły wróciliśmy przed "samochodziarzami". Szczęście, że wziąłem z domu trochę więcej ubrań i drugą parę butów. Tak więc mogłem spokojnie dalej rzucić się w wir imprezy. :) Najpierw rozgromiłem parę osób w "Kasumi Ninja" i "Double Dragon" na Jaga. A przecież tylko losowo naciskałem klawisze A, B, C. Dopiero Sikor okazał się być tym przysłowiowym kamieniem, na który trafiła kosa :) Przy okazji obejrzałem parę innych tytułów na Jaga - WolfenStein, Doom, czy Alien vs. Predator - jak mi raz obcy z nikąd wyskoczył przed nos to o mało zawału nie dostałem :) Skończywszy grę, oddałem się przyjemnej konwersacji ze Śmigłem i Maestrem - na temat kodowania, studiów i tym podobnych. Pamietam jeszcze, że na 600 XL yerzmey'a dołożylem parę linijek kodu, do "żartobliwego" programiku rozpoczętego przez Pin-a. Śmieszny był, ale niestey nie został uwieczniony ;(. W międzyczasie grono imprezujących powiększyło się dość znacznie. Największą (po mnie :)) Niespodziankę sprawił wszystkim Piguła, który w tym roku przyjechał bez Ziny! (Zina - pozdrawiam ;)) Do późnych godzin nocnych (czy jak kto woli bardzo wczesnych rannych) zarówno na sali jak i na zewnątrz trwała ogólnie pojęta tradycyjna zlotowa integracja. A Tdc? Tdc, wciągnąwszy do swego projektu Konopa, siedział przed monitorem, dzielnie kodując swe demo, opędzając się przy tym od podstępnie atakującego Morfeusza...

W sobotę rano zwlokłem się z wyrka chyba jeszcze przed południem. Jako pierwszy cel tego dnia wybrałem prysznic. Dźwięk płynącej z kranu wody mieszał się z pianiem okolicznego koguta... ;) Po odświeżeniu się, zszedłem na dół. Część osób dogorywał w sleeping roomie, część wybyła na miasto na śniadanie. Jaskier zmył się do Bolkowa na "Castle Party." Tdc zaś dzielnie kodował w Action! i, jak się okazało, poświęcił na to całą noc. Na mój widok zrobił sobie małą przerwę i razem podeszliśmy obaczaić sobie jednego Falcona z CT60 (należącego do Bohdana z Czech). Wówczas był na nim odpalony "Duke Nukem". Musze przyznać, że tytuł ten wygląda imponująco w wersji na Falcona, choć czasem lekko ścina. Tdc wytężył swą pamięć i zasiadł za klawiaturą. Mogę powiedzieć, ze jest ona jeszcze w bardzo dobrym stanie, bo Tomek nie pominął żadnej z "niespodzianek" zaszytych w poziomie pierwszym przez twórców gry. Na obiad pojechaliśmy również do Pisecnej, ale tym razem w dwa samochody - drugi pod dowództwem Maćka Kaczorskiego. Ich reakcja na nasz ulubiony lokal - taka sama jak dzień wcześniej u nosty-ego :)
Po powrocie zauważyłem, iż na party doczłapali się członkowie LaResistance z Pomorza - Stryker, Born, Probe - i jak dowiedziałem się z produkcją (oczywiście niedokończoną); dotarł też Powr00z. Nie oni jedni coś kończyli - Śmigło dokonywał ostatnich szlifów na swoim małym demku, Tdc przesiadł się na mojego lapka i dalej robił swoje (cóż, F7 jest bardzo przydatne... :)). Tomek nakłaniał mnie z resztą, żebym i ja przygotował jakieś "demko" w ramach idei ratowania compo. Zraziłem się do pisania czegokolwiek na party, gdyż w ten sposób cała impreza przemija obok. Jedyne, co mogłem zrobić, to siedzieć mu nad głową i kontrolować czy w skrajnym zmęczeniu nie pisze jakichś głupot.
Oczekiwanie na compoty było tak naprawdę oczekiwaniem aż się ściemni. Projektor na party nie był najlepszych lotów, za dnia mało co było widać. ATARI podłączone przez wejście Composite Video tez nie wyglądało najlepiej. Lepiej byłoby więc podłączyć je przez S-Video, ale XEGS nie ma wyprowadzonych sygnałów chroma-luma. Padło więc na to, że prace nie będą puszczane z XEGSa, tylko ze zwykłej XE, a konkretniej mojej. Z tej nagłej zmiany sprzętu zrodziło się oczywiście parę małych kłopocików - Pinokio przyzwyczajony do swojego sprzętu nie wiedział, który wyłącznik jest od stereo, przez co zrobiło się małe zamieszanie. Poza tym, o zgrozo, na czas compotów Pinokio wyłączył QMEGa (Pin, czemu go tak nie lubisz?) Przez to dane leciały po SIO2PC z pojedynczą prędkością. Prace zaś były bez zarzutu; wystawiono ich także całkiem sporo. Pierwsze poszły muzyki. Wystawiono cztery kompozycje. Szczególną uwagę, głównie chyba poprzez swój tytuł, (którego tu jednak nie przytoczę ;)) zwracał w moim odczuciu kawałek bazaltowego rzezimieszka, wpada w ucho, acz reszta też była niczego sobie. Potem poszło Cover Compo - tutaj bez dwóch zdań dwa dobre kawałki. Następnie grafiki (sztuk 6). W jednej pracy (LIU.XEX) widać, iż autor ma jeszcze pewne kłpociki z kolorkami - ten fioletowy pasek jest okropny, ale poza tym jest nieźle. Szczególnie w tej kategorii wyróżniają się dwie prace. Pierwsza - "Z ojca na syna" ("AZONS.XEX"), starszy leśny lisek (czy jak go zwał) przekazuje młodszemu ATARI :). Że tak powiem - urocze ;) Druga zaś, mimo że była niepodpisana, wiadomo było, kto za nią odpowiada - tej kreski, eee tych pikseli nie da się nie poznać - powr00z w najczystszej postaci. Praca klasa sama w sobie :) PO grafikach nadeszła kolej na intra. Były tylko dwie zgłoszone kontrybucje, jednak konkurs się odbył. Jedną z nich było kolejne "Grzybson Intro" ;) (już siódme). W zamierzeniach autora (czyli moich) jest to ostatnia tego typu produkcja w Turbo Basicu, puszczona głównie po to, by zamknąć pewien rozdział w życiorysie, a także przez świetną muzykę napisana specjalnie przez Yezus-a (która notabene to muzyka bardzo się podobała publice). Druga praca to jednokilówka zakodowana przez MaPę (CZ). Porządny kawał koderskiej roboty, który zebrał liczne uznania zarówno na party, jak i na forach internetowych (obkomentowane źródła są nawet gdzieś na sieci). Po intrach zaś była... przerwa. Konop zainterweniował u Pinokia, aby zyskać trochę czasu na złożenie z tdc-em dema. Żebym więc nam trochę umilić oczekiwanie, Pinokia uraczył nasze uszy najnowszym kawałkiem nad którym pracuje w zespole którym gra - trash metalowym "Retribution". Otóż ten kawałek to metalowa wersja Porażki duetu Samurai i X-Ray. Do oryginalnej Pokey-owej ścieżki dograna została perkusja i gitary i musze powiedzieć, że brzmi to zajefajnie! Kawałek zostanie umieszczony na najnowszym albumie grupy jako bonus track, także w chwili premiery marsz do sklepu :)
Po gdzieś około 45 minutach przyszedł i czas na upragnione dema. Tdc niestety i tak nie zdążył - komplikacje były spore, a czasu mimo wszystko za mało. Tdc jednak nie żałował czasu spędzonego przed komputerem. Wracając do Compo - jako pierwsza puszczona została praca pt. "Eugenia", która okazała się być nie demem i slideshow-em. Żywą reakcje "publiki" wywołały creditsy, a mianowicie postać Kaza jako głównego pomysładawcy (niektóre pomysły Kaza było ostatnio dośc często i gęsto komentowane i to nie zawsze pozytywnie). Co więcej, jak się dowiedziałem później wedle intencji autorów praca ta miała być puszczona POZA kompotami. Potem - debiut kolegi Śmigła pt. "Hello Mr 6502" (Śmigło - gratulacje ode mnie :)). Po śmigle przyszedł czas na powrót gruby Animkomials z kolejną fake-ową produkcją pt. "WTF", czyli... "World The First" (już ja tam wiem co myśleliście ;)). Tuż za nim na bigscreenie pojawiła się klimatyczna produkcja grupy M.E.C. "Unplugged". Jest to kolejna produkcja grupy z serii "Un-", w całości wykorzystująca tryb tekstowy "w precyzji pod pikselowej" :) Idea kodowania efektów w trybie tekstowym, (z wykorzystaniem systemowego fontu) jest moim zdaniem strzałem w dziesiątkę, czymś czego brakowało dotychczas wśród dem - brawa dla duetu Dhor i Bober. jako ostatnia w kategorii zaprezentowano produkcję teamu LaResistance pt. "Pure". Również kawał dobrej roboty. Co ciekawsze, z uwagi na rozmiar, praca ta mogłaby startować w kategorii intro - najwidoczniej autorzy nie wyrobili się przed puszczaniem intr, więc zgłosili produkcję jako demo :) Całość comptów zwieńczyła żartobliwa ;) produkcja we flashu spłodzona przez duet Sqward&Paskud - po prostu boki zrywać, to trzeba zobaczyć :)
Po compotach uciąłem sobie miłą konwersację z Dhorem, Boberem i tdc-em. Tdc zachwalał kopiery na STka, m.in. FastCopy Pro, zaprezentował też swoją ulubioną gierkę z dużego ATARI - "Dungeon Master", będącą pierwszą na świecie grą RPG (z grafiką 3D, dźwiękiem samplowanym itp.). Na bigscreenie leciały zaś demka z kolekcji "Falcon Demomania", a gdzieś w koncie MacGyver męczył się z votkami i liczył... A więc, pora na efekty jego kalkulacji. Wyniki compo prezentują się następująco:

Music Compo:

  • 1. Who knows - Raster / CPU
  • 2. Bazaltowy Rzezimieszek - Yerzmyey / H-PRG
  • .. Bug in the mug - Dhor / MEC
  • .. Przyjacielska rada - Lisu
('..' oznacza miejsce nieznane)
Jak widać wspomniany przeze mnie bazaltowy rzezimieszek zajął wysokie drugie miejsce.

Cover Compo:
  • 1. m4700rK4 - Epi/Tristesse
  • 2. Flimbo`s Quest - Miker/Blowjobb/New Generation

Epi "scoverował" samego siebie - tego jeszcze nie było

Graphics Compo:
  • 1. Tempting - Powrooz / LaResistance
  • 2. ATARI z ojca na syna - Kaz
  • .. Beerix - Raster / CPU
  • .. Escape from Zion - Kozyca / Samar
  • .. Love is undead - Kozyca / Samar
  • .. Major Nemos - Kaz
Pierwsze miejsce - bez niespodzianek :) Za to drugie - pełne zaskoczenie. Nikt nie spodziewał się, że z "Ojca na syna" popełnił Kaz. Tak czy owak - obrazek super.

Intro Compo:
  • 1. Crossover - MaPa + PG + Raster
  • 2. Grzybson Intro 7 - Grzybson

Demo Compo:
  • 1. Pure / LaResistance
  • 2. Unfused / MEC
  • 3. MR6502 / Blowjobb
  • 4. WTF / Animkomials
Czyli w intro i demo w sumie bez niespodziewanek.

Compoty skończyły się dość późno, szanse na ognisko tego wieczoru wydawały się mizerne. Jak jednak powszechnie nadzieja umiera ostatnia i tym razem dała o tym znać (z resztą, chyba i tak nic nie przebije chyba Ornety 2k4). Dobrą nowinę przyniósł mi Oleg. Niestety nie wszyscy mieli to szczęście w porę się dowiedzieć i poszli spać. Nie mniej jednak frekwencja przy ogniu była niezła. Na miejscu byłem świadkiem bardzo interesującej dyskusji na temat pracy w ówczesnych magazynach komputerowych, ich wzajemnych stosunkach, tym bardziej ciekawej, że brał w niej udział Draco, który pisał niegdyś do ATARI Magazynu (szkoda, że Tdc poszedł spać, też miałby co nieco do powiedzenia w temacie). Następnie dość płynnie zdryfowaliśmy na temat dostępności scenowego softu w tamtych czasach. Nie będzie więc przekłamaniem, jeśli powiem że ognisko jednak się udało :)

Obudziłem się koło 9 zbudzony przez Gzynia. "nie ma czasu na sapnie, o 12 wyjeżdżamy"- zakomunikował mi. Poszedłem więc pod prysznic zebrać się jakoś do kupy, o czym dałem znać na głos. Na co Tdc odpowiedział mi, abym i wziął dla niego. No to ja wziąłem :) i odkręciłem w kabinie słuchawkę - sitko i zaniosłem mu do pokoju :) Żebyście mogli zobaczyć jego minę. Czas leciał nieubłaganie, pakowanie minęło mi w atmosferze pospiechu. W rezultacie zapomniałem spakować dwa kabelki (które na szczęście odnalazł Rysiek). Gzynio i Sikor mieli nie lada zadanie z powrotem wszystko upchnąć w bagażniku. Ja zdążyłem jeszcze zamienić parę słów z Bohdanem. W końcu nadeszła godzina 12 i trzeba było niestety żegnać się i wracać do domu... Droga powrotna minęła nam bez żadnych ekscesów, w rytmie "Ucieczki z tropiku" na poprawę humoru.

Teraz nadszedł czas na słowo podsumowania. Powyżej rozpisałem się już dość wystarczająco, dlatego tutaj będzie krótko. Nie licząc paru drobnych zgrzytów, party odbyło się bez zarzutu. Frekwencja również dopisała - było około 70 osób i co ciekawe więcej osób niż w poprzednich latach przybyło z osobą towarzyszącą. Przybyło tez stosunkowo dużo osób z zagranicy - ekipa z czech, Twh z Niemiec, no i Oleg z Lwowa. Poziom oraz ilość prac na compotach rodzi zaś pewne nadzieje dla przyszłość. Także nowe miejsce okazało się być udanym strzałem. Tak więc ogromne podziękowanie dla Ryśka za organizację kolejnej edycji party. No i ogromy szacunek dla Gzynia, za to że przygarnął mnie i Olka do swojego wozu :) Imprezę uważam za udaną, a teraz koniec i bomba, a kto nie był ten trąba! Do zobaczenia za rok ;)

grzybson / SSG

<< Wstecz


Komentarze

Ten materiał nie został jeszcze skomentowany. Możesz być pierwszy :)

Dodaj komentarz

Autor* 
E-mail* 
WWW 
Treść komentarza*/**
Czy jesteś botem?
 Tak, a to jest spam.
 Nie, jestem człowiekiem, to nie jest spam.
 Nie wiem...
Ile jest 8 razy 8 ?
Podaj wynik:  
 
* - pola obowiązkowe;
** - z treści komentarza usunięte zostaną wszystkie znaki końca wiersza, takze nie ma co ich klepać.

    
    PHP & MySQL solutions, desgin and (almost) everything by Grzybson/SSG, hosted by pigwa.net